Pola Stępień. Projektantka, artystka


Czas czytania 20 minut

Pola Stępień od lat łączy sztukę, design, kulturę i życie rodzinne, budując ścieżkę na własnych zasadach. Dziś, między Łodzią a Warszawą, pracuje nad kolekcją inspirowaną tradycyjnymi strojami regionów centralnej Polski. Interesuje ją forma, ale również to, co dzięki niej możemy powiedzieć o sobie, swojej wspólnocie i sposobie życia. Nam mówi o pracy, która daje wolność, ale wymaga odporności, o kulturze jako naturalnym środowisku i o tym, jak z wielu pozornie odległych zainteresowań zbudować własny sposób na dobre, ciekawe życie.

Na zdjęciu Pola Stępień i jej stylizacjeMieszkam między Łodzią a Warszawą, ale w 2026 roku zdecydowanie bliżej mi do Łodzi. Ponieważ realizuję projekt stypendialny MKiDN poświęcony strojom tradycyjnym regionów – łowickiego, sieradzkiego i opoczyńskiego – i pracuję nad nową kolekcją.

To nie jest projekt oparty na samplowaniu czy dosłownej rekonstrukcji stroju ludowego. Punktem wyjścia jest analityczna praca badawcza nad tradycyjnym ubiorem tych regionów – traktowanym nie jako zbiór dekoracyjnych motywów, ale jako złożony system społeczny i kulturowy.

Interesuje mnie to, jak strój działał w społeczności. Odwołuję się tu do myślenia George’a Simmela, który pisał, że moda z jednej strony integruje ludzi w obrębie grupy, a z drugiej – pozwala im się odróżnić od innych. W tradycyjnych społecznościach wiejskich działał bardzo podobny mechanizm. Ubiór budował przynależność, ale jednocześnie jasno komunikował status, wiek czy sytuację życiową. Różnice regionalne nie były przypadkowe – odzwierciedlały lokalne wzorce kulturowe i sposób organizacji życia.

W tym sensie strój ludowy można traktować jak formę mody – niekomercyjnej, ale silnie społecznej. To właśnie ta perspektywa staje się dla mnie punktem wyjścia do współczesnej reinterpretacji.

 

Z wykształcenia jestem magistrem sztuki – ukończyłam Wydział Grafiki i Malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi (2002). Paradoksalnie jednak fundament tego, co dziś potrafię, zbudowałam wcześniej – na wydziale artystycznym Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Tam wymagano od nas realnej wiedzy: teoretycznej, technicznej i praktycznej. Tam też spotkałam mojego mentora, śp. Mikołaja Smoczyńskiego – wybitnego artystę i niezwykle wymagającego nauczyciela, który nauczył mnie myślenia w sposób konsekwentny i zdyscyplinowany.

Do Łodzi trafiłam na malarstwo, choć tak naprawdę interesowało mnie projektowanie odzieży. Szkoła okazała się dużym rozczarowaniem – poziom nauczania rysunku i malarstwa był, delikatnie mówiąc, nierówny. Przełomem było dopiero przejście do pracowni dyplomowej prof. Dawidziuka. Był wymagający, ale w pewnym momencie obdarzył mnie zaufaniem – pozwolił realizować dyplom poza pracownią i przychodzić wyłącznie na korekty. To był moment realnej samodzielności.

Jestem także absolwentką studiów podyplomowych z Seksuologii Praktycznej na Uniwersytecie SWPS (2022). Ta perspektywa stała się ważnym uzupełnieniem mojego podejścia do projektowania – bardziej human centered, uważnego na relację między ciałem, tożsamością i społecznym kontekstem. Udaje mi się łączyć te obszary: sztukę, analizę kulturową i wiedzę o człowieku. Napięcie między estetyką a doświadczeniem społecznym jest dla mnie najciekawsze.

MODAPOLKA

Wykształcenie dało mi szerokie, uniwersalne kompetencje potrzebne do rozumienia sztuki – zwłaszcza wizualnej i projektowej – ale nie wyposażyło mnie w konkretne umiejętności zawodowe. Tych uczyłam się już poza systemem akademickim, w praktyce, w pracy, w projektach.

Fundamentem była nie tylko Akademia, lecz także wcześniejsza edukacja muzyczna, którą rozpoczęłam w szkole podstawowej. Szkoła muzyczna nauczyła mnie pracy z rytmem, strukturą i kompozycją – a więc z tymi samymi zasadami, które później odnalazłam w obrazie i projektowaniu.

 

Z zawodu jestem projektantką i artystką pracującą multidyscyplinarnie. W swojej praktyce wykorzystuję obserwację i analizę wizualną, eksperymentując na styku sztuki i designu. W 2015 roku założyłam markę MODAPOLKA. Moje działania koncentrują się na relacjach między strojem, ciałem i strukturami społecznymi oraz na reinterpretacji tradycji i rzemiosła w nowoczesnym języku projektowym. W 2020 roku MODAPOLKA została wyróżniona przez Vogue Polska jako jedno z najciekawszych zjawisk w polskiej modzie – co było dla mnie ważnym momentem, bo potwierdziło, że lokalna narracja może mieć szeroki odbiór. Równolegle rozwijam Teren Studio – projektuję wnętrza prywatne i komercyjne, tworzę wystawy, pracuję koncepcyjnie. Współpracowałam m.in. z Muzeum Sztuki w Łodzi i CSW Zamek Ujazdowski, a w 2007 roku byłam kuratorką i autorką aranżacji pierwszej edycji Łódź Design Festival.

W latach 2022–2024 prowadziłam pracownię „Stylizacja wnętrz” na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi pod kierownictwem prof. Dominiki Krogulskiej-Czekalskiej, łącząc praktykę projektową z dydaktyką.

Od kilku lat naturalnie przesuwam się w stronę projektowania cyfrowego. UX/UI było dla mnie logicznym krokiem – to wciąż praca z człowiekiem, tylko w innym medium. Włączam do procesu narzędzia AI, ale traktuję je pragmatycznie: jako wsparcie w testowaniu wariantów i przyspieszaniu decyzji projektowych, nie jako generator gotowej estetyki.

Niezależnie od medium, sedno jest to samo: interesuje mnie, jak forma wpływa na doświadczenie i jak projekt może realnie zmieniać sposób, w jaki funkcjonujemy w przestrzeni – tej fizycznej i tej cyfrowej.

 

Mój zawód jest dla mnie jednocześnie przyjemnością i drogą rozwoju. To dość nietypowa praktyka – autorska, wielowątkowa, wymykająca się prostym kategoriom. Z jednej strony daje ogromną wolność, z drugiej – nie oferuje przewidywalnej ścieżki ani jasnego zaszeregowania.

Ostatni rok był dla mnie zawodowo bardzo trudny. W branży kreatywnej takie momenty nie zawsze są widoczne z zewnątrz, ale realnie oznaczają konieczność redefinicji kierunku, szukania nowych formatów pracy i budowania stabilności od nowa.

MODAPOLKAW tym zawodzie nauczyłam się przede wszystkim jednego: nie ma tu miejsca na nudę. Każdy projekt to inny kontekst, inny człowiek, inne potrzeby i inne ograniczenia.

Szybko zrozumiałam, że samo wykształcenie projektowe nie wystarcza. Potrzebna jest wiedza psychologiczna – żeby umieć pracować z klientem. Potrzebne są też kompetencje biznesowe – by świadomie pozycjonować swoje usługi i marki, rozumieć rynek, negocjować, budować długofalową strategię. Równie istotne było dla mnie uświadomienie sobie, jakich kompetencji mi brakuje – albo co zwyczajnie mnie nie interesuje. To nie zawsze jest wygodne, bo ma realny wpływ na pozycję zawodową, czasem w negatywnym sensie. Ale ta świadomość pozwala podejmować decyzje bardziej odpowiedzialnie – wiedzieć, w co inwestować energię, a czego nie udawać. Najciekawsze jest dla mnie to, że przyjemność z pracy nie musi być ograniczona do jednego, wyuczonego obszaru. Rozwój polega właśnie na poszerzaniu kompetencji, łączeniu dziedzin i wychodzeniu poza bezpieczne ramy. Dzięki temu zawód nie jest statyczną rolą, ale procesem – stale ewoluującym razem ze mną.

 

Moi klienci to – w przypadku projektów prywatnych – często znajomi. To zawsze jest delikatna sytuacja, bo łączy się relację zawodową z osobistą. Tym bardziej cenię to, że po zakończeniu projektu nasze relacje się nie psują, chociaż bywają kryzysowe momenty… Ale jeśli miałabym powiedzieć całkiem serio, to najbliższe są mi instytucje kultury. Z nimi pracuje mi się najlepiej. Lubię ten rodzaj rozmowy – oparty na idei, koncepcji, narracji. To środowisko, w którym projekt nie jest wyłącznie usługą, ale częścią większej opowieści i szerszego kontekstu społecznego.

Najwięcej czasu w ciągu dnia wciąż pochłania praca… opiekuńcza. Od momentu urodzenia dzieci praktycznie zajmowałam się nimi sama – we wszystkich decyzjach rozwojowych, zdrowotnych i logistycznych byłam zdana na siebie. Pracowałam z dzieckiem na kolanach, gotowałam codziennie wszystkie posiłki, organizowałam szkołę, zajęcia dodatkowe, wizyty lekarskie. To był równoległy, pełnoetatowy projekt – tylko że bez urlopu i bez zespołu. Wizerunek zaangażowanego rodzica łatwo zbudować publicznie. Codzienność wygląda jednak inaczej – to ona weryfikuje odpowiedzialność.

Dopiero teraz, kiedy dzieci są starsze i bardziej samodzielne, mogłam pozwolić sobie na psa. Czekaliśmy 14 lat. Nie chciałam powtarzać sytuacji, w której odpowiedzialność za kolejną istotę spada wyłącznie na mnie. Dziś to wspólna decyzja i wspólne zobowiązanie. Dzieci to rozumieją i są naprawdę zaangażowane – w opiekę, spacery, codzienność. To doświadczenie nauczyło mnie organizacji, odporności i odpowiedzialności w sposób, którego żadna uczelnia nie jest w stanie dać.

MODAPOLKAPraca jest dla mnie luksusem. Przyjemnością i spełnieniem.

Najbardziej doceniam moment, kiedy wchodzę do dobrze zorganizowanej struktury – do firmy czy instytucji, w której jest jasny podział ról, sprawna komunikacja i kultura pracy. Po doświadczeniach chaosu i przeciążenia taka organizacja daje poczucie bezpieczeństwa i pozwala skupić się na tym, co najważniejsze: na jakości projektu.

Chyba mam w sobie kult pracy – ale nie w sensie bezrefleksyjnego zapracowania. Raczej w sensie szacunku do procesu, do wysiłku i do odpowiedzialności. A może po prostu wybieram robić to, co naprawdę lubię, i dlatego praca nie jest dla mnie ciężarem, tylko świadomym wyborem.

 

Początki swojej pracy wspominam naprawdę dobrze. Prowadziłam zajęcia z grafiki warsztatowej dla dzieci w Poleskim Ośrodku Sztuki. Pracowałam z pełnym przekrojem szkoły podstawowej – od najmłodszych po prawie nastolatków.

To były intensywne zajęcia: linoryt, dłutka, farba drukarska, dużo emocji i oczywiście kilka symbolicznych skaleczeń palców. Ale przede wszystkim była ogromna ciekawość, skupienie i radość z pierwszych odbitek.

Było wyczerpująco, momentami chaotycznie, ale też bardzo satysfakcjonująco. Potem przyszła praca na etacie – w pracowni architektonicznej, w dziale realizacji dużej firmy. To było zderzenie z zupełnie inną rzeczywistością. Sztywna hierarchia, kanciasta komunikacja, brak kultury pracy. Do tego szowinizm i doświadczenie mobbingu. To były czasy, w których młodzi projektanci nie mieli wielu propozycji. Rynek był wąski, wybór ograniczony, a narracja brzmiała: „nie ma dla was miejsca”. Ten etap trwał siedem lat. Z perspektywy czasu wiem, że był to bardzo trudny, momentami graniczny okres – ale też formujący. Nauczył mnie, jakiego środowiska pracy nigdy nie chcę już współtworzyć.

 

Z pewnością nie jest to praca dla ludzi, którzy mają lepsze propozycje – choć mówię to pół żartem. Tak naprawdę hasło „nie masz wyjścia” wracało w moim życiu zaskakująco często. W wielu momentach działałam nie dlatego, że było komfortowo, tylko właśnie dlatego. A jednocześnie – mimo tych okoliczności – konsekwentnie robię to, co naprawdę mnie interesuje.

Myślę, że to kwestia charakteru. Upór, odporność. Ale też przekonanie, że nawet w niesprzyjających warunkach można budować własną ścieżkę – baby steps, czasem pod prąd.

MODAPOLKAMoja rada dla zainteresowanych pracą w zawodzie, który wykonuję, to… Łączcie siły z ludźmi, którzy mają kompetencje inne niż wasze – uzupełniające, nie konkurencyjne. Jeśli myślicie o własnej marce, naprawdę potrzebujecie kogoś, kto lubi tabelki, budżety, harmonogramy i porządkowanie zleceń. Kreatywność bez zaplecza organizacyjnego szybko zaczyna się chwiać.

A jeśli takiej osoby nie macie – rozważcie pracę pod skrzydłami większej organizacji czy firmy. To nie jest porażka ani brak ambicji. Czasem stabilna struktura daje przestrzeń, żeby spokojnie rozwijać kompetencje i budować doświadczenie.

 

Moje najważniejsze narzędzie pracy to plan (w głowie) i program (w komputerze).

 

Gdybym nie robiła tego, co teraz, to pewnie, mając męskie ciało, byłabym stolarzem.

 

Dzień pracy zaczynam około 9.00 – jeśli mówimy o pracy zawodowej. Ale tak naprawdę zaczyna się dużo wcześniej, między 6.30 a 7.00, bo wtedy rusza dom i praca opiekuńcza. Logistyka, szkoła, śniadania, organizacja dnia. Dopiero potem siadam do projektów.

 

Najtrudniejsze w mojej pracy są napięcia związane z losem freelancera. Ta sinusoidalność: raz krótkie momenty euforii – „Jezu, jak się cieszę z tych króciutkich wskrzeszeń” – a częściej poczucie ciągłego zaczynania od nowa. Szukanie, proponowanie, negocjowanie, budowanie od podstaw. To wymaga nie tylko kreatywności, ale też dużej odporności psychicznej.

 

Inspiracji szukam przede wszystkim w książkach – to dla mnie stałe źródło odkrywania, myślenia i porządkowania. Bardzo ważny jest też ruch. Regularnie uprawiam sport i to właśnie wtedy, w trakcie wysiłku, kiedy głowa na chwilę przestaje być „zadaniowa”, pojawiają się najlepsze pomysły. I rozmowy. Dużo rozmów. Wymiana myśli, konfrontowanie perspektyw, śmiech, czasem spór – to wszystko realnie karmi moją pracę. Mam ogromne szczęście do kobiet wokół siebie. Kocham moje przyjaciółki i wiem, że bez nich wiele decyzji i projektów spełzłoby na niczym.

 

Konkurencja to dla mnie cały Instagram.

MODAPOLKANigdy nie zdobędę się na… Marketing nie jest moją naturalną energią. Sprzedażowe budowanie własnej marki – to moja pięta achillesowa. Nie chodzi nawet o brak kompetencji do wypracowania. Bardziej o to, że to nie jest energia, w której czuję się naturalnie.

Potrafię rozmawiać o projekcie, argumentować, bronić decyzji. Ale systematyczne pozycjonowanie siebie, tworzenie strategii komunikacyjnej, myślenie w kategoriach lejków sprzedażowych czy ekspozycji – to obszar, w którym widzę raczej potrzebę partnerstwa niż samotnej walki. Tu potrzebuję osoby, która lubi ten rodzaj myślenia i traktuje go nie jako przykry obowiązek, lecz jako równorzędną część procesu. W duecie takie rzeczy działają znacznie lepiej.

 

Pierwsze zarobione pieniądze wydałam na… maszyny do szycia. Zarobiłam je przy projekcie karoserii samochodu elektrycznego – dość przewrotne zestawienie. Technologia sfinansowała rzemiosło.

To był dla mnie symboliczny moment: zamiast wydać je „rozsądnie”, zainwestowałam w narzędzia, które dawały mi realną możliwość pracy nad projektami pod własną marką.

Mam nadzieję, że kiedyś zaliczę też odwrotną sytuację – że ubrania MODAPOLKA pozwolą mi kupić samochód. Lubię takie zamknięte pętle.

 

Największy sukces – MODAPOLKA.

 

Największa porażka – MODAPOLKA.

 

Nie wyobrażam sobie życia bez nauki i zdobywania wiedzy. To nie jest dla mnie etap ani obowiązek – raczej stały tryb funkcjonowania. Uczenie się porządkuje świat, pozwala rozumieć, weryfikować i nie zatrzymywać się. Potrzeba pogłębiania wiedzy jest dla mnie czymś naturalnym. Bez tego byłabym nieszczęśliwa.

 

Jako dziecko marzyłam o tym, że będę astronomem albo chirurgiem. Mój mózg lubił wtedy matmę, biologię, fizykę. Konkret, precyzja. W liceum przestawiłam się na humanistykę, a przy studiach już było jasne, że ciągnie mnie do kreacji.

Nie było wielkiego planu ani manifestu. Po prostu zainteresowania się przesuwały – z liczb i struktur w stronę obrazu, kultury i projektowania. I tak zostało.

 

Po pracy to czas na pójście spać.

MODAPOLKATo, co lubię robić najbardziej, to pić rano kawę, jak jeszcze wszystko śpi. „Wieczorem nie mogę doczekać się rana, kiedy napiję się kawusi” – ktoś kiedyś tak powiedział i bardzo to czuję.

To nie jest tylko o kawie. To o tym krótkim, cichym momencie przed światem. O małej, prywatnej przyjemności, która daje poczucie, że zdążę ze wszystkim.

 

Jestem dumna z moich postępów na terapii.

Najważniejsza decyzja w moim życiu to bycie singlem. Nie w sensie deklaracji przeciwko czemukolwiek, ale jako świadomy wybór samodzielności. Odpowiedzialność za własne decyzje, za kierunek, w którym idę, za dom, pracę, dzieci. To nie zawsze jest łatwe, ale daje mi spójność. Bycie singlem oznacza dla mnie wolność wyboru.

 

Największym szaleństwem w moim życiu było… zamieszkanie w Łodzi. Wyjeżdżam stąd od 25 lat – mentalnie, zawodowo, logistycznie. A jednak wciąż tu wracam, wciąż tu jestem. To miasto jest dla mnie jednocześnie punktem oporu i punktem odniesienia. Może właśnie w tym jest to szaleństwo: że zamiast wybrać prostą drogę „wyjechać i zamknąć temat”, ja wybrałam relację – trudną, ambiwalentną, ale twórczą.

 

Najważniejsze słowa, jakie usłyszałam? „Jesteś jak czołg – mozolnie, ale bez wątpliwości.”

Nie chodzi o siłę w sensie spektakularnym. Raczej o konsekwencję. O to, że nawet jeśli coś idzie powoli, pod górę, w niesprzyjających warunkach, to się nie wycofuję. Nie robię gwałtownych zwrotów, nie rozpadam się przy pierwszym oporze.

To zdanie zostało ze mną, bo dobrze opisuje mój sposób działania: mniej fajerwerków, więcej uporu. Wypowiedział je Mikołaj Smoczyński.

 

Chciałabym się jeszcze nauczyć After Effects (ktoś? Coś?).

 

Mój kraj to dla mnie miejsce, w którym dostaję realne wsparcie od państwa i właśnie sobie to uświadamiam.

 

Kultura jest dla mnie najważniejsza. Nie traktuję jej jako dodatku do życia, ale jako jego środowisko naturalne. To mój habitat i styl funkcjonowania. W kulturze myślę, pracuję, odpoczywam, buduję relacje. Bez niej wszystko byłoby dla mnie zbyt płaskie.

 

Mój cel? Pominąć emeryturę i być w formie. Nie w sensie ignorowania czasu, tylko w sensie nieodcinania się od aktywności. Chcę pracować tak długo, jak długo będę ciekawa świata i sprawna – intelektualnie i fizycznie. Forma to dla mnie nie tylko kondycja ciała, ale też klarowność myślenia i gotowość do zmiany.

 

Wysłuchała Maja Ruszkowska-Mazerant

Redaktor naczelna PURPOSE

Więcej o działalności Poli >>TUTAJ<<

Kontakt do Poli >>TUTAJ<<

 

Cały artykuł jest dostępny bezpłatnie dla naszych zarejestrowanych czytelników.

ZAREJESTRUJ SIĘ

Zyskujesz bezpłatny dostęp do wszystkich treści PURPOSE – magazynu i portalu branżowego dla twórców sektora kreatywnego.
Wywiady z praktykami, artykuły poradnikowe, analizy, warsztaty. Dołącz do czytelników PURPOSE.

dołącz teraz


jeżeli już posiadasz konto.